|
Obrót giełdowy może poprawić konkurencyjność na rynku energii - wywiad z Grzegorzem Onichimowskim Prezesem Towarowej Giełdy Energii SA (Gazeta Prawna 28/01/2009) "Konsolidacja w energetyce nie wywołała efektywności a stworzyła możliwości dla zachowań monopolistycznych" |
|
Przetarg jest odwrotnością giełdy. Na przetargu jest kumulowany popyt, a podaż pochodzi z jednego źródła. Przetarg ogłoszony przez producenta sprzyja wyłącznie maksymalizacji ceny, a nie jej optymalizacji – rozmowa Gazety Prawnej z Grzegorzem Onichimowskim, prezesem Towarowej Giełdy Energii. Jak z perspektywy giełdy można ocenić główne segmenty, które składają się na rynek energii elektrycznej; a więc rynek kontraktów dwustronnych, rynek bilansujący i giełda. Jakie są relacje pomiędzy tymi rynkami? One są inne niż na innych rynkach i moim zdaniem nie są prawidłowe. Skonfrontujmy segment giełdowy i segment bilateralny. Ten ostatni, według raportów Urzędu Regulacji Energetyki (URE), to w 80 proc. kontrakty zawierane pomiędzy podmiotami z tych samych grup kapitałowych i wobec tego bardzo trudno jest powiedzieć, czy są zawierane na warunkach rynkowych. Nasz rynek energii nie jest prosty. Występują na nim m.in. elementy pomocy publicznej w postaci rekompensat za rozwiązane umowy długoterminowe KDT. Początkowo była mowa, że producenci z grup skonsolidowanych pionowo mają tych rekompensat nie dostawać. Z jakichś powodów zdecydowano inaczej. Gdyby wytwórca, który otrzymuje pomoc publiczną uwarunkowaną tylko i wyłącznie jego wynikami sprzedawał energię na rynku, to można by powiedzieć, że wartość rekompensaty byłaby obiektywna. Ale jeśli tak naprawdę sprzedaje sam sobie - przekładając pieniądze z jednej kieszeni do drugiej, to trudno mówić o obiektywizmie. Po drugie - na rynku kontraktów dwustronnych nie są wykreowane żadne wiarygodne indeksy cenowe. Są różne pomysły, jakby do tego dojść poza giełdą, ale tego się nie da zrobić. Z porównywania kontraktów zawieranych na rynku bilateralnym przez różne podmioty, w różnych warunkach, w różnym okresie czasu - nie będzie indeksu, a co najwyżej statystyka mało przydatna do określania swojej pozycji rynkowej. To jest słabość, o której wszyscy mówią, ale mało kto próbuje temu przeciwdziałać Wielką słabością, a według niektórych ekspertów nawet patologią jest zbyt duży rynek bilansujący. Jest on stanowczo za duży, większy niż giełda i wszystkie platformy obrotu energią. To nie jest dobre. Ten rynek powinien być wyłącznie rynkiem technicznym. Ale są energetycy i eksperci - nie brakuje ich także w kierowniczych gremiach naszego OSP, którzy głoszą, że rynek bilansujący powinien być podstawowym, referencyjnym rynkiem dla energii elektrycznej. To nieporozumienie. Europejskie rynki tak nie działają. Z porównania obrotów na rynku bilansującym i na giełdzie w godzinach szczytowych i pozaszczytowych w 2008 r. wynika, że poza szczytem obrót na giełdzie był znacznie wyższy niż na rynku bilansującym, a w godzinach szczytu było odwrotnie. Działo się tak dlatego, ponieważ cena na rynku bilansującym w godzinach szczytowych była średnio niższa niż na giełdzie i platformach obrotu. Sytuacja była paradoksalna. Energię taniej można było sobie wziąć, niż kupić, bo przecież kupuje na rynku bilansującym ten, kto wziął z systemu więcej energii, niż zakontraktował. Żaden system elektroenergetyczny nie wytrzyma w dłuższej perspektywie takiej konstrukcji. Rynek bilansujący zawsze powinien być restrykcyjny, skłaniać uczestnika do takich zachowań, żeby na tym rynku się nie znaleźć, a jeśli już - to w minimalnym zakresie. Czy TGE jest przygotowana na przejęcie od wytwórców praktycznie całej ich produkcji i na wielokrotne zwiększenie sprzedaży w transakcjach giełdowych? - Od strony technicznej jesteśmy gotowi. Potrzebujemy kilku miesięcy na przygotowanie siebie i uczestników giełdy do pewnych posunięć. Chodzi np. o zapewnienie wyższych standardów w dziedzinie bezpieczeństwa, dublowania systemu, kontaktów z OSP, o czym zresztą z operatorem dyskutujemy. Jesteśmy w stanie szybko dostosować się do nowych wymagań. Przymierzaliśmy się do tego. I wbrew temu, co twierdzą niektórzy, że chcemy zdobyć jakąś monopolistyczną pozycję dla osiągania wielkich zysków - chcę powiedzieć, że wynik naszej firmy zwiększyłby się w skali roku o 2-2,5 mln zł, co jak na przepływy finansowe w elektroenergetyce jest wielkością śladową. Dziś nasz udział w obrocie energii fizycznej, której handel odbywa się na RDN, to jest kilka procent, ale jeśli wziąć pod uwagę obroty zielonymi certyfikatami, czyli energią odnawialną, i czerwonymi certyfikatami, czyli energią wytwarzaną w kogeneracji, to jest tego łącznie już dwadzieścia kilka procent, czyli nowy obowiązek nie zmieni skali naszego działania. Czy droga do rynku i konkurencji przez giełdę energii to dobry kierunek? Tak. Ale nie zamykamy oczu na to, że do takiego rozwiązania są uwagi mniej lub bardziej zasadne. Uważamy, że ono nie powinno powstawać ani w efekcie jakichś przepychanek polityków, ani w samej energetyce. Jest wielu zainteresowanych tym, żeby zmienić wszystko, ale tak, żeby zostało po staremu. Rozmawiał Bogdan Mikołajczyk |
