28.08.2009, Polish Market Drukuj +

Więcej energii na giełdzie

To odbiorcy energii elektrycznej powinni rozdawać karty a jej wytwórcy konkurować o ich względy - uważa Grzegorz Onichimowski, prezes Zarządu Towarowej Giełdy SA (TGE), w rozmowie z Jerzym Bojanowiczem.

Jak Pan ocenia "uwolnienie" rynku energii elektrycznej w Polsce i rolę TGE w tym procesie?

Trudno jest mówić o uwolnieniu, które odbywa się w tempie jeden krok do przodu, półtora do tyłu! Nie można mówić o rynkowości energetyki bez prywatyzacji i konsolidacji, czyli procesów związanych ze strukturą tego rynku. Przeprowadzona dwa lata temu konsolidacja pionowa skutecznie zahamowała wzrost konkurencji, bo na rynku jest mniej firm. Z drugiej strony, widać pewne ożywienie w działalności spółek handlowych, jest większy ruch na rynku hurtowym, na którym zawiera się więcej transakcji, i na rynku kontraktów dwustronnych; jest zainteresowanie różnymi produktami - zarówno oferowanymi przez TGE oraz przez inne, polskie i międzynarodowe, platformy handlowe.

Polskie grupy energetyczne powstały na wzór czeskiego CEZ-u, dla którego obecnie największym źródłem dochodów, poza generacją, czyli wywarzeniem, jest trading, czyli handel energią w dużych ilościach. W Polsce jedyną grupą, która próbuje odgrywać rolę kreatora rynku jest ENERGA.
Jestem gorącym zwolennikiem prywatyzacji z udziałem strategicznych inwestorów. W polskich warunkach trudno założyć, że spółka Skarbu Państwa jest firmą rynkową. A przecież są nimi państwowe szwedzki Vattenfall czy - poza Francją - EdF.

Na szczęście politycy zauważyli, że pewien nadzór nad tym rynkiem jest potrzebny. Potrzeba też rozwiać wątpliwości odnośnie wysokości pomocy publicznej udzielanej niektórym wytwórcom. Po konsolidacji wytwórca często 100% swojej produkcji sprzedaje w ramach utworzonego konglomeratu, co sprawia, że operacje finansowe nie są w pełni przejrzyste. Stąd pomysł na tzw. obligo giełdowe - obowiązek sprzedawania pewnej części energii, a może i całej, za pośrednictwem TGE. Ale po roku dyskusji jesteśmy znów w punkcie wyjścia. Ministerstwo Gospodarki proponuje niejako zamiast giełdy przetargi organizowane przez wytwórców. To kompletne pomieszanie pojęć. Istotą rynku jest konkurencja oferujących jakieś dobra o względy ich klientów. A tu mamy sytuację jak z danych czasów - klienci mają karnie stać w kolejce po cenne dobra, w wytwórcy łaskawie im je rozdzielać...

Dla TGE ten rok nie jest zły, bo w handlu energią odnotowujemy dwukrotnie wyższe obroty niż w 2008 r. Częściowo zawdzięczmy to uruchomieniu rynku terminowego, czyli kontraktów zawieranych na okres dłuższy niż następny dzień (tygodniowe, miesięczne, kwartalne i roczne). Ten rynek, z wyjątkiem rynku kontraktów rocznych, jest już w miarę płynny i jesteśmy zadowoleni z jego rozwoju. Również na rynku dnia następnego obroty wzrosły o 50%, choć uważam, że jest to za mało.

Jak te wzrosty przekładają się na ilość energii sprzedawanej via TGE?

Biorąc pod uwagę wielkość konsumpcji nasz udział wzrósł z 3 do 6%. Natomiast trudno powiedzieć jaki to jest udział w rynku, bo na nim każda 1 MW jest sprzedawana blisko dwukrotnie (w Skandynawii - 4-5 razy).

Czy TGE można porównywać z podobnymi instytucjami za granicą?

W tzw. nowych krajach członkowskich UE giełdy energii są tylko w Polsce i Czechach, gdzie są dwie takie instytucje i łącznym obrocie porównywalny z naszym. Natomiast trudno nam się porównywać z najlepszymi. Zwłaszcza, że w "starych" krajach UE są rozmaite zachęty do korzystania z pośrednictwa giełdy. Nie tylko rynkowe, chociaż wszyscy sobie zdają sprawę, że w ten sposób znajdą najtańszego kontrahenta a tzw. koszty transakcyjne, na co w Polsce jeszcze nie zwraca się uwagi, są najniższe.W Hiszpanii i we Włoszech giełda jest obligatoryjna. W Skandynawii - nie, ale przez giełdę Nordpool przechodzi 60-70% transakcji. I w Polsce prędzej czy później do tego dojdzie, choć na początek wystarczyłoby 30%.

W którym roku?

W 2011.

Przedmiotem obrotu TGE są m.in. energia, paliwa, świadectw pochodzenia z OZE i uprawnienia do emisji CO2. Jaki te produkty mają udział w przychodach?

Dominują rynki tzw. zielony i czerwony, czyli handel prawami majątkowymi do świadectw pochodzenia energii odnawialnej i produkowanej w kogeneracji - w 2008 r. miały 70% udział w przychodach. W tym roku będzie on niższy, bo - jak wspomniałem - sprzedajemy więcej energii elektrycznej.
Oferuje możliwość kupna lub sprzedaży uprawnień do emisji CO2, ale tego rynku w Polsce nie ma i jeszcze długo nie będzie.

Na stronie internetowej można przeczytać, że "od początku swojego istnienia Towarowa Giełda Energii była pionierem wdrażania nowatorskich rozwiązań w zakresie handlu energią elektryczną". Jakiego typu dokonania w tym zakresie zostały zrealizowane ostatnio? A czego można oczekiwać w najbliższym czasie?

W zakresie energii elektrycznej ostatnim dokonaniem jest utworzenie rynku długoterminowego, na którym sukcesywnie będą się pojawiały nowe instrumenty, jak kontrakty szczytowe, w dolinie itp. Wkrótce zaoferujemy zawieranie transakcji z kilkugodzinnym wyprzedzeniem przed fizyczną dostawą (tzw. rynek dnia bieżącego), co oznacza, że TGE będzie pracowała non stop. Na świecie rynek dnia bieżącego nie jest duży, ale jest potrzebny, zwłaszcza energetyce wiatrowej. Bo na rynek ma też trafić energia ze źródeł odnawialnych.

Nowością będą produkty finansowe: kontrakty rozliczane nie dostawą a gotówką, co oznacza otwarcie się TGE na instytucje finansowe. W Skandynawii wolumen takich kontraktów jest 10-krotnie wyższy od kontraktów fizycznych, a w Niemczech - 2-3-krotnie. Zarząd Giełdy już przyjął specyfikację pierwszego kontraktu finansowego.

Chcielibyśmy też wprowadzić produkt finansowy obejmujący "zielone" certyfikaty, a w obszarze CO2 - wspólne notowania z Nordpoolem, co ułatwi znalezienie drugiej strony: kupującego i sprzedającego. Notowania będą w euro. Proponujemy również powołanie rynku, nazwanego hasłowo "dark room", na którym duzi gracze będą zawierać transakcje poza sesją, by nie wpływać na notowania. Zamierzamy prowadzić aukcje na rzecz firm, które planują zakup dużych ilości energii elektrycznej. Pierwsi klienci już są.

W 2010 r. zamierzamy uruchomić rynek biomasy (pelet). Przyglądamy się rynkowi węgla, który - czego nie ukrywam - bardzo nas kusi. Wirtualnymi punktami dostaw, które najbardziej nas interesują, będą nie tylko składowiska śląskich kopalń, ale także porty i stacje przeładunkowe na wschodniej granicy. Chcemy rynek węgla zobiektywizować od strony biznesowej. Na początku będziemy próbowali stworzyć wiarygodny, polski indeks cenowy. To samo dotyczy gazu, ale na razie warunki ku temu nie są sprzyjające. Przeszkodami są monopol PGNiG, dwie ceny gazu (na krajowy i importowany), brak rynku bilansującego uniemożliwiający handel nadwyżkami gazu itp.

Jerzy Bojanowicz

Pobierz w pdf - wersja angielska/english version

Kurier TGE

Bądź na bieżąco - informacje z ostatniej chwili, wprost do Twojej skrzynki pocztowej